Dziś mówi się o nich jak o produkcie premium: gruby karton, chromowana powłoka, autografy, numerowane paralele i boxy kosztujące tyle, co porządny telewizor. Mało kto pamięta jednak, że całe to zjawisko zaczęło się od kawałka tektury wciśniętego do paczki papierosów. Historia kart kolekcjonerskich to w gruncie rzeczy historia popkultury w miniaturze. Na kartonikach przez ponad sto lat lądowało dokładnie to, czym akurat żyła ulica: aktorki, bokserzy, piłkarze, a później bohaterowie kina i gier.
Wszystko zaczęło się od tytoniu
Pod koniec lat 80. XIX wieku amerykańscy producenci papierosów wpadli na prosty pomysł marketingowy. Do paczek zaczęli dokładać kartoniki z wizerunkami ówczesnych celebrytów, czyli aktorek, pięściarzy i baseballistów. Sprzedaż rosła, a klienci zaczęli zbierać całe serie. Najsłynniejszym zestawem tamtej epoki pozostaje seria T206 z lat 1909-1911, wydana przez American Tobacco Company. Jej legendą jest karta Honusa Wagnera. Zawodnik nie zgodził się na wykorzystanie swojego wizerunku, kartę wycofano, a zachowało się zaledwie kilkadziesiąt egzemplarzy. Jeden z nich zmienił właściciela za około 7,3 mln dolarów, co robi wrażenie nawet na kimś, kto o baseballu wie tyle, ile zobaczył w filmach.
Guma do żucia i narodziny TOPPS
W latach 30. XX wieku karty przeszły z papierosów do słodyczy, a ich odbiorcą stały się dzieci. W 1933 roku Goudey Gum Company dołączała baseballowe kartoniki do gumy i szkolne podwórka zamieniły się w giełdy wymiany. Kilka lat później, w 1938 roku, na Brooklynie powstała firma TOPPS. Początkowo sprzedawała wyłącznie gumę, a słynna Bazooka zadebiutowała w 1947 roku. Pierwsze karty baseballowe marki ukazały się w 1951 roku, a rok później wyszedł set 1952 Topps z kartą Mickeya Mantle’a, sprzedaną w 2022 roku za około 12,6 mln dolarów. Krąży też anegdota, według której część niesprzedanych kart z tamtego rocznika miała skończyć na dnie Atlantyku. Gotowy scenariusz na film, prawda?
Panini, czyli europejska odpowiedź
Po drugiej stronie oceanu kolekcjonerski bakcyl rozpalili bracia Panini z Modeny. W 1961 roku wydali album z naklejkami piłkarskimi Calciatori, a od 1970 roku albumy na mundiale towarzyszą kolejnym pokoleniom kibiców. Wielu czytelników pamięta pewnie wyklejanie składów reprezentacji i wymianę „podwójnych” na przerwie. Z czasem Panini weszło też w segment kart i zdobyło licencje NBA, NFL i FIFA, stając się realną konkurencją dla Amerykanów.
Lata 80. i 90.: boom, bańka i hologram
Dekady, które dały nam kasety VHS i automaty do gier, przyniosły także pierwszy wielki boom na karty. Na rynek weszli Fleer, Donruss i Score, a kartoniki zaczęto traktować jak sposób na szybki zarobek. W 1989 roku Upper Deck pokazał kartę z hologramem na grubszym, błyszczącym kartonie i podniósł poprzeczkę jakości. Euforia miała jednak swoją cenę. Okres mniej więcej od 1987 do 1994 roku nazywa się dziś junk wax era. Nakłady były tak ogromne, że większość kart z tamtych lat nie jest dziś warta prawie nic. To ciekawa lekcja dla każdego, kto myśli o kolekcjonowaniu wyłącznie w kategoriach portfela.
Refractor, Chrome i rzadkość zaprojektowana od zera
Odpowiedzią producentów była jakość i kontrolowana rzadkość. W 1993 roku TOPPS wypuścił serię Finest z pierwszymi refractorami, czyli kartami mieniącymi się tęczowo pod światłem i trafiającymi się w paczkach rzadko. Trzy lata później, w 1996 roku, zadebiutowało TOPPS Chrome: klasyczny projekt wydrukowany na chromowanym kartonie, z refractorami jako rzadkimi wariantami. Kolejne roczniki dołożyły numerowane paralele Gold, Orange i Red oraz Superfractory 1/1, istniejące w jednym egzemplarzu na świecie. Szczegółową oś czasu tych zmian, z datami i najważniejszymi seriami, można prześledzić w artykule https://bigcards.pl/historia-kart-kolekcjonerskich-od-kart-z-guma-do-topps-chrome/ przygotowanym przez sklep Big Cards, oficjalnego dystrybutora TOPPS w Polsce.
Od boiska do odległej galaktyki
Dla fana popkultury najciekawsze jest to, jak szeroko karty wyszły poza sport. Dzisiejsza oferta przypomina przekrój przez ulubione fandomy:
- piłka nożna z rozgrywkami UEFA i Bundesligą,
- koszykówka NBA i jej współczesne gwiazdy,
- Formuła 1 i UFC, które dzięki serialom dokumentalnym zyskały nowych widzów,
- Gwiezdne Wojny, wydawane w chromowanej odsłonie,
- gry karciane, z Pokemonami na czele.
Kto dorastał z sagą Lucasa albo „łapaniem Pokemonów”, ten szybko zauważy, że karta stała się po prostu kolejnym nośnikiem ulubionych historii, obok komiksu, filmu i figurki. Mechanizm jest zresztą znajomy dla każdego, kto polował kiedyś na brakujący zeszyt serii albo limitowane wydanie płyty. Liczy się kompletowanie, wymiana z innymi fanami i ta jedna sztuka, której wciąż brakuje na półce. Zmieniła się tylko scena: zamiast szkolnego boiska jest dziś internetowa społeczność, a wspólne otwieranie paczek ogląda się na żywo w sieci.
Co zostało z tamtej tektury?
Patrząc na ponad sto lat tego hobby, widać kilka stałych. Wartość zawsze budowała rzadkość, najpierw przypadkowa, potem starannie zaprojektowana. Jakość wykonania rosła z dekady na dekadę. Rynek przeżył bańki i załamania, a przetrwały marki z najdłuższą historią, czyli TOPPS i Panini. Najważniejsze pozostało jednak niezmienne: frajda z otwierania paczki i nadzieja, że w środku czeka ulubiony bohater.
Artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady inwestycyjnej.


